środa, 19 lutego 2014

Nareszcie!

Udało mi się skończyć sweter, z którym męczyłam się półtora roku!



Robiłam na raty, wiele rat! Ale zadowolona jestem z efektu końcowego. Teraz tylko trzeba go niesfilcowac w pierwszym praniu ;)







Wzór z jakiejś starej norweskiej gazety, zapożyczony od znajomej.

Czapka Kari Traa

Kari Traa to norweska narciarka, mistrzyni świata i olimpijska w jeździe po muldach. Ale tu nie o to idzie. Założyła ona swoja markę ubrań sportowych, bardzo popularna w Norwegii.
Jest ona tez autorka dość popularnego wzoru na czapkę, którą ostatnio postanowiłam zrobić.
Polecam serdecznie, bardzo prosty wzór, a naprawdę fajny efekt.



wtorek, 1 października 2013

Danske Bank Oslo Maraton.

A właściwie w naszym wykonaniu półmaraton. Pierwszy w życiu półmaraton, a na pewno nie ostatni. I początek marzeń o pełnym maratonie!
Jedno jest pewne- za rok wracamy do Oslo pobiec ta sama trasę!

Hotel wybrałyśmy dziwnie. Zupełnie nie w centrum. W sumie żadna z nas nie wie dlaczego akurat ten, na Tøyen. Jeśli chodziło o cenę to i tak doliczając taksówki nie opłacało się. A może nam się wydawało, ze to będzie w centrum...? Na mapie jakoś tak blisko było...

Jeszcze w Mo zrobiłyśmy sobie przystanek na lasagne (słynne pasta party w przeddzień biegu!), skoro w hotelu miałyśmy być przed północą.
Rano pożywne, lekkie, bogate w cukry śniadanie i ruszyłyśmy na Rådhusplass zorientować się w sytuacji. Na szczęście po jakiś 15 minutach drogi spotkałyśmy maratończyków, ci zaczynali przed 10. Także już wiedziałyśmy, ze zmierzamy w dobrym kierunku.




Jakos nam się wydawało, ze tak lekko i wolno biegną...

Minęłyśmy bosego Pana z polska flaga, który biegł uśmiechając się i machając do wszystkich. Jak potem doczytałam jest to Pawel Mej, bosy biegacz ktory nie jeden maraton juz przebiegl.



W końcu trafiłyśmy do centrum wydarzeń. Ratusz, za którym był start i zarazem meta wyścigu:





Odebrałyśmy nasze koszulki, numery startowe i poszłyśmy się jeszcze wzmocnić przed startem, który miał być o 13.41. Piękna pogoda, słońce, ludzie w ogródkach przy lokalach. Znalazłyśmy rewelacyjne miejsce Joe & the juice, polecam! Energy shake!


I pora była powoli wracać. Oddałyśmy nasze rzeczy do depozytu, to obyło się jeszcze w miarę sprawnie, bez większych kolejek, gorzej było z odbiorem.


Tu jeszcze nie wiemy co nas czeka:



Służby medyczne:



W końcu nadeszła pora, ustawiłyśmy się w strefie startu, kolo naszego pacemakera czy fartsholdera, z zielonym balonikiem 2h 15min. Tlok nieziemski, ruszyłyśmy 10 min później niż nasza pula. Nie dało się biec swoim tempem. Biegłyśmy tempem tłumu. Pamiętam, ze przez pierwsze 5-6 km tylko mówiłam "My biegniemy za szybko, za szybko!". Znam swoje możliwości, wiedziałam, ze w tempie 6min/km 20 km nie przebiegnę, a tu niektóre z tych pierwszych biegłyśmy nawet poniżej. W końcu kolo 7km złapałyśmy fajne, równe tempo 6.17-6.20, którym biegło się ok. Tak od 12km zaczęłam biec od kilometra do kilometra. A zabił mnie 600-metrowy podbieg, nota bene w okolicy naszego hotelu na Tøyen. Ale biegłyśmy. Powoli, bez przystanków, do przodu, mijałyśmy idących ludzi. Stacje z woda i izotonikami (pyszna, lodowato zimna norweska woda!), stacja z kawa mieszana z coca-cola (!!). 
I tak z kilometra na kilometr, walcząc z bólem bioder, ramienia, i w sumie wszystkiego udało się dotrzeć z powrotem do centrum. Potem tylko ostatnie kilometry, i spektakularny finisz!





Udało się! Pierwszy półmaraton przebiegnięty!



Czas planować kolejne półmaratony i maratony!

czwartek, 8 sierpnia 2013

Będzie się działo!


                      

A działo się będzie 21 września w Oslo! Zaklepane i opłacone miejsce startowe w półmaratonie w Oslo. Jak zaczynałam w maju biegać powiedziałam sobie, ze będzie półmaraton, ale w 2014. Jak dwa miesiące później przebiegłyśmy z Therese treningowo 7km to pod wpływem biegowych endorfin dorwałyśmy laptopa i klik, klik zaklepane!
Co było robić, trzeba przestać biegać, a zacząć TRENOWAĆ! Trenowac w Nesnie.


Byla próba, nieudana, joggingu, ups, treningu, w San Marino, ale zdobyte doświadczenie mowi: NIGDY NIE ZAPISAĆ SIĘ NA MARATON W SAN MARINO! Stromo, gorąco, bardzo miejsko.

Tak, teraz to ja już wieczorami nie idę pobiegać, idę trenować! Już nie bieg pod górkę, a podbieg, już nie bieg na 10-15km a długie wybieganie! Ha, tyle się pożytecznych rzeczy można z internetu nauczyć :)
W każdym razie biegam. Biegam sama i biegamy z Therese. Zwiększamy co tydzień te wspólne dystanse, tak, ze ostatnio było 15km!



Tak wiec proszę o kciuki, a chętnych nawet o doping na miejscu! Będzie za kilka tygodni 21km!


wtorek, 6 sierpnia 2013

Kocyk domino dla Oli

Ola się ociągała. Ja z kocykiem tez. W zasadzie urodziła się zaraz po tym jak go skończyłam i wyprałam. Ale może lepiej się nie przyznawać do tego, ze nie pozwalałam jej tak długo wyjść przez ten nieskończony kocyk? Jej mama już zapewne miała dość noszenia małego stworka 9 dni po terminie!

Tak czy owak kocyk gotowy, poleciał do Oli. Kocyk niezwykle pracochłonny, ale wyszedł bardzo ładnie! Niech się przydaje w jesienno-zimowe dni! A Ola niech rośnie zdrowo ku dumie rodziców!




wtorek, 30 lipca 2013

Bella Italia!

Nie ma nic wspanialszego niż czwórka dzieci! No, chyba, ze tygodniowy wyjazd BEZ nich do Włoch! Plan jest taki: dzieci zostają z tata, a mama leci z przyjaciółkami do Mediolanu, tam pożyczają kabriolet, jada mniej-wiecej ustalona trasa przez Włochy.
Wyjazd bajka! Totalna swoboda, świetne towarzystwo, aż za idealna pogoda! Polecam każdemu!

Najpierw Mediolan, nie było planów jakiegoś bardziej szczegółowego zwiedzania, bądź co bądź to był dla nas głownie port lotniczy. Szybki przemarsz przez miasto, odbieramy auto. Ale co za auto! Bylo postanowione, ze jeśli ma być road trip på Włoszech to musi być kabriolet. I byl! Nowiutki Peugeot 308 cc. 



No i w drogę do Wenecji. To plan Stine. Dla niej miała być Wenecja, dla mnie Toskania, a dla Therese plaza.



Drogi świetne, myknęłyśmy autostrada do Wenecji w parę godzin. Samochód został na parkingu, a my droga przez mękę, w potwornej temperaturze i wilgotności powietrza, na piechotę, autobusem wodnym, a potem znów na piechotę, dotarłyśmy do hotelu. Obowiązkowa "przejażdżka" gondola, spacer po centrum. Wenecja robi wrażenie. Myślę jednak, ze zdecydowanie korzystniej ja zwiedzać we wrześniu czy październiku bez tropików, i, być może, tłumów turystów.






Kolejny dzień- San Marino. Chodziło głównie o to, żeby tam BYĆ. No bo to w końcu kraj! I było to chyba największe zaskoczenie podróży. Samo San Marino miasto-stolica było uroczym miasteczkiem, na szczycie wzgórza, średniowieczna zabudowa, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Warto!



Później dalej: Florencja, 


Piza,


Volterra (tak, trzeba bylo zobaczyc gdzie sie kryja Volturi!),




San Gimignano, zwane średniowiecznym Manhattanem




I sama toskańska wieś, ze swoimi smakami







W międzyczasie postoje na plaży. Zyc nie umierać!
Polecam każdemu! Juz w trakcie drogi powrotnej padła propozycja, żeby powtórzyć wyjazd w przyszłym roku, tym razem kierując się do południowej Francji. Pożyjemy, zobaczymy!